Motel Krak

Wyglądał zawsze tak samo, zniszczony, opuszczony, żółty. Motel Krak, jeden z “hoteli widm” Krakowa. Mówię “zawsze” ponieważ, choć swoisty upadek zaczął się dopiero na początku XXI wieku, to ja nie pamiętam czasów jego świetności.

Cała historia miała początek pod koniec lat 60 zeszłego stulecia. Wtedy to  władze PRL wywłaszczyły właścicieli ziem w rejonie Ronda Ofiar Katynia. 10 maja 1972 roku oddano do użytku domki wchodzące w skład Campingu Krak. Natomiast główny pawilon, zaczął funkcjonować dwa lata później. W latach 90 został wydzierżawiony od gminy spółce Forte na 40 lat.  Spółka, która miała prowadzić motel, a później przekształcić go w nowoczesne centrum hotelowo-biznesowe, zaczęła zalegać z czynszem, więc po upływie trzech lat umowę wypowiedziano. W odpowiedzi na to dzierżawca pozwał gminę, żądając odszkodowania. Dopiero w 2008 roku po długich procesach sądowych gmina odzyskała teren.

Miasto próbowało sprzedać niszczejące budynki i kiedy już się wydawało, że motel przejdzie w nowe ręce gotowe przywrócić mu chwałę i godny wygląd wydarzyła się kuriozalna sprawa. Otóż po teren zgłosili się spadkobiercy właścicieli wywłaszczonych w PRL-u ziem. Transakcja została wstrzymana, budynki motelu popadły w ruinę. Wtedy to władze miasta zdecydowały się na wyburzenie całego obiektu i tak w 2014 roku  zakończyła się historia Motelu Krak.

W swojej niedługiej historii motel zasłynął jako tło afery z udziałem prezydenta miasta Krakowa. Otóż Prezydent Jacek Majchrowski wynajmował w motelu pokój nr 71, w którym spotykał się z urzędnikami, studentami i przedsiębiorcami i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby prezydent zapłacił rachunki za wynajem. Sprawa znalazła finał w sądzie, gdzie nakazano mu zapłacenie wszystkich rachunków. Można by pomyśleć, że nad motelem ciążyło jakieś finansowo-sądowe fatum.

Wiele razy przejeżdżałem obok tego motelu, ale dopiero informacja, że ma być wyburzony natchnęła mnie myślą, że nigdy tam nie byłem. To był ostatni moment, aby tam zaglądnąć. Samo dostanie się na do środka obiektu było proste. Cały teren był co prawda pilnowany przez ochroniarza, ale ochrona bardziej pilnowała, aby nie parkować samochodem na parkingu. Osoba z aparatem mogła swobodnie przejść bokiem i nie była przez nikogo zatrzymana. Jak wspominałem wcześniej kompleks składał się z budynku głównego i domków. Swoją eksploracje zacząłem od tych drugich. Drzwi każdego z domków były zabite dechami lub w inny sposób zabezpieczone, często otworem stały garaże. Ale wystarczyło obejść je z drugiej strony, aby dostać się na ich balkoniki, a stamtąd już bez problemu można było wejść do środka. Wewnątrz pozostawiono pościel na łóżkach, a nawet telefony na stolikach. Wystrój typowy dla lat 90, choć bardzo zaśmiecone i zdewastowane. Domki często stały się miejscem noclegowym dla bezdomnych.

Następnie udałem się do pawilonu głównego, tutaj także nie było najmniejszego problemu z wejsciem do środka. W dwóch słowach „straszny syf”. Butelki po wódce, śmieci, fragmenty ubrań. Wszystko porozwalane i co się dało to rozkradzione. Swobodnie mogłem zwiedzić cały budynek, zaglądnąć do kuchni, gdzie stały pozostałości sprzętów. Natomiast w recepcji znalazłem fragmenty z księgi gości. Na środku jednego  pomieszczenia ktoś urządził sobie ognisko, które chyba wymknęło się trochę spod kontroli.

Niemniej „łażenie” po tym obiekcie było bardzo fajne i dostarczało wrażenia tajemniczości. Trzeba było uważać gdzie się stawia stopy. Ze schodów zniknęły poręcze, a do niektórych klatek schodowych nie dochodził ani jeden promień światła.

W motelu znajdowały się trzy neony, które w fazie rozbiórki miały trafić do Warszawskiego Muzeum Neonów, ale warszawskich muzealników ubiegli ludzie z Forum Przestrzenie, którzy przejęli neony. Dzięki temu neony dalej świecą dla krakowian. Jeden z nich lekko przerobiony na napis “lato” stał się swoistym symbolem Forum Przestrzenie, które nomem omen mieszczą się w drugim wielkim „hotelu widmo”, w hotelu Forum.